- Gaz pieprzowy? - Spojrzałam na jego dłoń, nieco zaskoczona. Nigdy nie myślałam o tym, żeby nosić coś takiego przy sobie - Raczej nikt nie morduje ludzi w biały dzień na ulicy - Podniosłam delikatnie kącik ust.
- Wątpię żebyś z baru wychodziła wcześniej niż przed 1 - Cały czas mówił to poważnie i w sumie miał rację. Często kończyłam późno i wracałam sama do domu, owszem niekiedy ktoś mnie podwiózł, ale często nikt nie jechał w moim kierunku, a zawsze uważałam że nie opłaca się wzywać taksówki, kiedy mieszkam 15 minut drogi... W końcu wzięłam z jego dłoni gaz.
- No dobra, tutaj masz rację - Przyznałam.
- Nawet jeśli użyjesz go na kimś, kto nie będzie mieć złych zamiarów to nic Ci nie będzie grozić, także nie martw się i czując się zagrożona nie zawahaj się - Po tych słowach wytłumaczył mi, gdzie go najlepiej trzymać i jak się nim obsługiwać. Wszystko wydawało się w miarę proste. Tak, jak mówił miałam zamiar nosić go albo w kurtce, albo w bluzie, tak żeby zawsze mieć go pod ręką. Po krótkiej rozmowie, nie chciałam mu przeszkadzać, dlatego raz jeszcze podziękowałam i wyszłam z jego mieszkania. Po drodze czułam się dziwnie. Miałam wrażenie, że w pewien sposób zależy mu na moim bezpieczeństwu... O to mi chodziło, ale im bliżej go poznawałam tym bardziej rozumiałam dlaczego kiedyś się w nim zakochałam. Nie wiem czy krzywdzenie go w taki sposób będzie dobrym pomysłem, może powinnam to wszystko przerwać już teraz?
Następne dni mijały spokojnie, Nico znowu próbował mnie zaprosić do kina, nie wiem który raz już mu odmówiłam, a ten wciąż nie dawał za wygraną.
- No Taiga nie daj się prosić, fajna komedia leci - Złapał mnie za rękę, którą od razu wzięłam
- Przecież mówię Ci, że nie. Nie mam ani ochoty, ani czasu, ale na pewno jedna z Twoich koleżanek się skusi - Zapewniłam i poszłam na zajęcia. Podczas który co jakiś czas rozmawiałam z Lucy. Godzinę po rozpoczęciu wykładu poczułam wibrujący telefon.
- Jesteś zajęta? - Wiadomość była od Kevina
- Aktualnie jestem na wykładach, kończę za 30 minut
- Dasz się wyciągnąć na obiad? :)
- W sumie czemu nie - Uśmiechnęłam się pod nosem i wysłałam mu adres swojej uczelni, aby mógł po mnie przyjechać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz