- Przyznam szczerze, zaintrygowałaś mnie. - uśmiechnąłem się lekko. Chwyciłem telefon do ręki i miałem zadzwonić do Lynna, ale w tym samym momencie zadzwonił on. - Hej, coś nowego? - spytałem. - Co? Jak to zniknęło?! A strażnicy? Cholera... - Przeczesałem włosy dłonią. - Czyli jednak morderstwo... mam przyjechać? Dobra, no to będę jutro. Wyślij wszystkich do szukania ciała, to ono jest teraz najważniejsze. No do zobaczenia. - rozłączyłem się.
- Co się stało? - spytała marszcząc delikatnie brwi.
- Ciało zniknęło z prosektorium. Ochroniarze zostali zamordowani, w ten sam sposob, bez śladów, jeden z nich również zniknął. - wyjaśniłem. - Czyli musiała znać mordercę a on sam jest jakimś pieprzonym specjalistom. - mruknąłem zamyślony.
- Zawsze zastanawiało mnie, co ci ludzie mają w głowach...
- Jak to u nas mówią, nie każda osoba z problemami to morderca, ale każdy morderca to osoba z problemami. - Westchnąłem. - Jakby jednak nie chciał pozostać przy tych ofiarach... lepiej uważaj na siebie i... - wyjąłem gaz pieprzowy. - i miej przy sobie to, w razie czego. - mówiłem zupełnie poważnie.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz