Odłożyłem chusteczkę na stół blisko swojego talerzyka i pomogłem mu zejść z krzesła, poszedł do pakunków, które były blisko nas. Wziął jeden z mniejszych prezentów, był tam jakiś samochód, z uśmiechem wyjął go, jednak jakiś mały chłopiec wziął go od niego i zaczął się bawić. Alan patrzał na niego krzywo, wiedział jednak, że trzeba się dzielić i wrócił do nas wspinając się na krzesełko.
- Nie odpakowujesz? - spytałem.
- Neee ziabla miii, domuuu cie otfoziić - mówił kierując wzrok na chłopca.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz