Wzięłam jednego rogalika, akurat trafiłam na tego z czekoladą. Mały jadł już ładnie, oczywiście bez śliniaka ani rusz, jednak nie było już jego posiłków wszędzie... Dosłownie. Dopiłam swoją kawę, kiedy Kevin umył miseczkę i specjalną łyżeczkę. Ja wytarłam Alanowi buźkę i ściągnęłam śliniak.
- W sumie mamy ładną pogodę, może pójdziemy na plac zabaw? Albo na spacerek do parku? - Zaproponowałam.
- Dobry pomysł. Świeże powietrze dobrze nam wszystkim zrobi - Pomiział zarówno mnie, jak i Alana po włosach.
- To idziemy się ubrać, a tata wyciągnie nam spacerówkę.
? Może niech się zbliża roczek Alana? Bo już wygląda na ten wiek xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz