Poza tym sam wózek też nie kosztował sto czy dwieście złotych, ale uważam, że na dziecku nie ma co tak oszczędzać. Ważne jest bezpieczeństwo i komfort, pieniądze schodzą na drugi plan. Poza tym, nie mieliśmy z nimi problemu, mieliśmy też sporo oszczędności na specjalnym koncie, jednak jak na razie nie musieliśmy ich ruszać, spokojnie sobie leżą a sumka rośnie. Będziemy je mogli na przykład kiedyś przeznaczyć na studia Alana. Tai wzięła siatki z ubrankami, jako że nie były ciężkie, ja wziąłem wszystkie pozostałe rzeczy i zanieśliśmy je do bagażnika auta.
Będąc w domu wzięliśmy się za składanie wózka oraz układanie wszystkich rzeczy, aby nie kisiły się w reklamówkach.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz