Siedzieliśmy we trójkę, rozmawiając chwilę o pracy, a także i innych sprawach, kiedy usłyszeliśmy Alana, który krzyczał. Musiał stać przy schodach. Pomimo iż umiał sam chodzić, to nie pozwalaliśmy mu samemu poruszać się po schodach, dlatego zamontowaliśmy specjalne barierki. Wstałam od stało i poszłam po małego. Trzymając go za rękę, zeszliśmy razem na dół. Później już sam pobiegł do kuchni.
- Alan, jak się mówi - Spojrzałam na niego, gdy zawstydzony schował się za Kevinem.
- Dzien dobly - Mruknął cicho.
- Cześć mały - Sam jedynie zaśmiał się, na jego widok. Jak sam stwierdził, nie będzie nam już przeszkadzać i wyszedł żegnając się z nami. Alan usiadł na swoim foteliku dostając butelkę z mlekiem. Powoli musimy zacząć go przyzwyczajać do normalnego jedzenia.
- I jak, wszystko podłączone? - Zapytałam, gdy Kevin zaczął się bawić telefonem.
- Tak, zobacz - Odwrócił swój telefon do mnie - Masz pogląd na bieżąco, także będziemy wszystko widzieć, będąc w pracy - Oznajmił mi dumnie, na co się zaśmiałam.
- To super, a jak mowa o pracy, to idę się ubrać. Zaraz ma do nas przyjść opiekunka, także też zacznij się ogarniać - Wzięłam małego z krzesełka - Ale najpierw ubierzemy mojego małego chłopca co? - Pomiziałam go nosem po policzku.
- Jeśtem duziii - Podniósł ręce do góry.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz