piątek, 9 lutego 2018

Od Taigi C.D Kevina

Dni mijały jeden za drugim, a ja nawet nie wiedziałam, który był dzień tygodnia, prawda była taka, że zupełnie straciłam rachubę czasu. Nicolas przychodził codziennie o tej samej porze, czasami zjawił się dwa razy dziennie czasami nie. Zawsze siedział na łóżku i na mnie patrzył. Kazał mi mówić oklepane teksty trzymając skalpel tuż obok mojej szyi. Mówiłam to wszystko, chociaż każde słowo było tylko kłamstwem.
- I tak mnie zabijesz, mogę chociaż napisać list? - Zapytałam w końcu, nie było sensu tego przeciągać. W pewnym sensie pogodziłam się nawet z wizją śmierci. Nie widziałam już dla siebie ratunku. Jeśli dalej mnie szukają, to wątpię, żeby dali radę odnaleźć, poza tym, możliwe, że już uznali mnie za zmarłą.
- Jesteś bardzo pesymistyczna, a może się z Tobą ożenię i będę mieć dzieci? - Zaczął się śmiać.
- To już wolę zginąć - Mruknęłam słabo. Rana cały czas krwawiła, potrzebowałam lekarza, nie mówiąc o tym, że byłam odwodniona. W pewnym momencie zerwał się na równe nogi, nie miałam pojęcia o co mogłoby mu chodzić. Patrzyłam tylko jak wychodzi z pomieszczenia, jak zawsze je zamykając. Zamknęłam oczy, nie myśląc już o niczym. Teraz, chyba nawet chciałam umrzeć. Wolałam to, niż jakby miał się do mnie dobierać co noc. Wtedy ktoś wyważył drzwi do środka weszła trzech policjantów, byli uzbrojeni i mieli na sobie maski. Patrzyli na mnie i coś wołali, ale nie miałam pojęcia co. Było za dużo głosów, nie mogłam ich nawet rozpoznać. Jeden z nich chciał mi pomóc wstać, ale nie chciałam przyjąć jego pomocy. Sama wyszłam na zewnątrz, gdzie świeciło słońce. Przyłożyłam dłoń do oczu. W pomieszczeniu nie miałam za dużo światła, teraz to nagła zmiana.
- Taiga to ja Matt, musimy jechać do szpitala - Dotknął mnie, a ja wręcz wpadłam w histerię. Cofnęłam się od niego, aż wpadłam na drzewo.
- Nie dotykaj mnie! Nie macie prawa mnie dotykać! Nikt nie ma prawa mnie dotykać!
- Dobrze uspokój się, nikt nie chce Ci zrobić krzywdy - Mówił to wszystko spokojnie, ale i tak nie pozwoliłam mu do siebie podejść.
- Nie będę z Tobą rozmawiać, gdzie jest Kevin? Proszę zawołaj go! Kevin! - Krzyczałam, przez łzy. Z jednej strony cieszyłam się, że wyszłam, z drugiej byłam w totalnej rozsypce. Senna, przez codziennie tabletki, ledwo co kontaktowałam ze światem rzeczywistym. Przez kilka minut próbowali mnie uspokoić jednak na próżno.
- Taiga? - Usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam na Kevina, stał przede mną w kamizelce policyjnej z delikatnym uśmiechem.
- Kevin! - Kuśtykając rzuciłam się na niego, wylewając na niego wszystkie swoje łzy - Przepraszam! Przepraszam! Tak bardzo przepraszam, to wszytko moja wina, wszystko zepsułam, od początku wszystko zepsułam, znowu wszystko zepsułam, przepraszam! - Mamrotałam trzymając się go mocno.

?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz