Uśmiechnęłam się rzucając mu się w ramionami. Podniósł mnie i przytulił z uśmiechem. Spojrzeliśmy na siebie i złączyliśmy usta w pocałunku.
- Muszę zadzwonić i się zapytać, kiedy zaczynam - Powiedziałam podekscytowana - Myślisz, że jak pójdę pierwszy raz w dżinsach to będzie okej? A może powinnam założyć spódniczkę? - Zaczęłam łapiąc za telefon.
- Uspokój się - Zaśmiał się, widząc moją ekscytację. - Możesz chodzić zupełnie normalnie ubrania. Będzie Ci zdecydowanie bardziej wygodniej w trampach niż szpilkach - Zapewnił, idąc do kuchni, gdzie czekał już na niego obiad.
- Dobrze, dobrze - Przyłożyłam telefon do ucha. Po krótkiej rozmowie dostałam wszystkie potrzebne informację. - Zaczynam pojutrze, nawet dostanę plakietkę ze swoim zdjęciem - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Bardzo się cieszę. - Uśmiechnął się - A Ty nie jesz? - Przechylił głowę na bok.
- Jadłam wcześniej, bo umierałam z głodu. Smacznego - Pocałowałam go w policzek.
Po kilku dniach, oswoiłam się z praktykami i zasadami. Codziennie rano kupowałam 3 kawy, jedną dla Kevina, drugą dla siebie i trzecią dla Lynna. Od rana siedziałam z Lynnem. Tłumaczył mi, jak powinnam się zachować, pokazywał papiery, jakie się wypełnia, nawet dał mi jedne do wypełnienia na próbę. Po tych kilku dniach mieliśmy wezwanie do pierwszego trupa. Pojechałam razem z nimi. Nie miałam za wiele robić, jedynie obserwować, podawać i odzywać się pytana. Cóż, wszędzie są dziennikarze, pewnie nikt nie chce żebym coś powiedziała nie tak. Po oględzinach na miejscu, pojechaliśmy na sekcję zwłok. Tutaj mogłam już się nauczyć praktyki. O dziwo od początku nie byłam tym wszystkim jakoś zdegustowana, nic mi się nie podnosiło, ale to może dlatego, że nie było to nic "poważnego" zabójstwo w afekcie poprzez wbicie noża w serce.
Następnego dnia, od samego rana nie czułam się najlepiej, dlatego odpuściłam sobie kawę. Popołudniu, jak zawsze weszłam do biura Kevina, na nasz lunch. Podał mi jakiś makaron, ale gdy tylko poczułam jego zapach, wszystko stanęłam mi w gardle. Odsunęłam od siebie talerz i podeszłam do okna, gdzie wdychałam świeże powietrze.
- Jesteś pewien, ze to nie jest zepsute? - Zapytałam po chwili, gdy żołądek nieco się uspokoił.
- Czy ja wiem... Pachnie normalnie. Matt, weź sprawdź, może mi się katar zaczyna albo coś - Podał danie swojemu koledze.
- Jak dla mnie pachnie apetycznie. - Chciał mi je podać, ale reakcja była taka sama, tylko tym razem, nie wystarczyło stanie przy oknie.
- Jezu, jak śmierdzi - Jęknęłam wybiegając z biura, gdzie od razu skierowałam się do toalety
?
Niech jeszcze nie wiedzą, że to oznacza ciąże xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz