Również wzięłam łyżeczkę lodów do ust i przytaknęłam. Całe popołudnie spędziliśmy w swojej obecności, oglądając głupoty w telewizji i komentując wszystko. Podobało mi się takie życie. Spokojne, razem z nim. Na kolację zrobiliśmy sobie pizze, przy której było mnóstwo zabawy. Następne dni przeleciały szybko, a piątek rozpoczęliśmy pakowanie się do moich rodziców. Siedzieliśmy w samochodzie, a ja nerwowo przebierałam palcami.
- Boisz się? - Złapał mnie za rękę, na co delikatnie się uśmiechnęłam.
- Może trochę denerwuje. Jedziemy? - Powiedziałam w miarę pewnie. Jechaliśmy bite 5 godzin, aż w końcu stanęliśmy przed moim rodzinnym domem.
Pierwsza wyszła mama. Uśmiech od ucha, do ucha, oczywiście sztuczny, za nią wyszedł ojciec, który miał trochę obojętny wyraz twarzy, chociaż on nie udawał. Przywitaliśmy się, przedstawiłam ich sobie, po czym zaprowadzili nas do pokoju gościnnego, gdzie mieliśmy chwilę na rozpakowanie się.
- Obiad zaraz będzie. Kaczka nadziewana jabłkami. Mam nadzieję, że lubisz? - Spojrzała na Kevina.
- Oczywiście - Uśmiechnął się, a ta wyszła. Zostaliśmy sami. - Wydaje się sympatyczna - Spojrzał na mnie na co westchnęłam.
- I taka będzie do końca naszego pobytu. Zawsze chce się pokazać przed innym z tej dobrej strony - Mruknęłam - Dobra chodźmy, jakoś to przeżyjemy.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz