Oddałam jego pocałunek i oparłam się o jego ramię, przymykając delikatnie oczy. Przez chwilę myślałam o tym wszystkim, ale przerwał mi jego głos.
- Musiało się to stać na wakacjach - Powiedział po chwili.
- Też nie wiem, jak to się stało. Przecież zawsze mieliśmy prezerwatywę - Przygryzłam nieco wargę, patrząc w dal.
- Musiała się osunąć, albo pęknąć. Wiesz, to się zdarza - Pogłaskał mnie po włosach - Wiesz, kiedy masz następną wizytę?
- Za 4 tygodnie, podobno będzie już słychać bicie serca - Powiedziałam z lekkim uśmiechem. Wciąż dziwnie było mi o tym mówić. Sama myśl, że w moim brzuchu kształtuje się dziecko i to nasze przyprawiał mnie o dziwne dreszcze.
- Pójdę z Tobą - Powiedział dla otuchy - Nie patrz na same minusy. Mieszkamy razem, mamy tutaj sporo miejsca, później zrobimy pokoik dla dziecka. A w pracy dobrze, jak pokażesz ten papier, nie będziesz jeździć na miejsca akcji, może Ci to trochę zaszkodzić. - Wciąż głaskał mnie po włosach.
- Tak - Westchnęłam.
Po kilku dniach, zaczynałam się oswajać z tym wszystkim. Dzięki witaminom przypisanym przez lekarza, nie miałam już takich huśtawek nastroju, uregulowała się też nieco moja dieta.
- Cześć skarbie. Przyniosłem Ci świeży sok, Lynna nie ma? - spojrzał na puste biurko.
- Nie, musiał coś sprawdzić przy tych ostatnich zwłokach, coś mu nie dawało spokoju. Dziękuje - Wzięłam od niego świeży sok marchwiowo-bananowy.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz