Przenieśli mnie na salę, gdzie dostałam znieczulenie. Musiałam tylko podpisać zgodę na leczenie, nie chcieli mi nic więcej powiedzieć. Odleciałam na kilka minut, kiedy ponownie odzyskałam przytomność, było już chyba po wszystkim. Lekarz stał nade mną, nie okazując żadnych uczuć.
- Przykro mi - Powiedział jedynie, a ja już wiedziałam o co chodzi - Nie mogliśmy nic zrobić, podczas upadku, płód został uszkodzony, zatrzymało się serce, musieliśmy je usunąć.
- Moje dziecko? - Powiedziałam bezgłośnie, patrząc prosto na niego.
- Wiem, że zabrzmi to okrutnie, ale proszę pomyśleć, że stało się to w 7 miesiącu, gdzie płód jest już dzieckiem. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że ledwo co zaczęło bić serce... Zawołam Pani partnera, dobrze? - Złapał mnie za rękę, na co skinęłam głową. Do środka wszedł zdenerwowany Kevin. Nie mógł dostać żadnych informacji dlatego też od razu kucnął przy mnie.
- Tai... Co jest? Powiedz, że wszystko dobrze - Przyłożył moją dłoń do swoich ust. Pokręciłam tylko przecząco głową. Już nawet nie płakałam. Nie czułam nic, oprócz dziwnej pustki.
- Pojedziemy do domu? Chce iść spać - Mruknęłam, nie potrafiąc mu spojrzeć w oczy. Miałam wyrzuty sumienia, gdybym szła wolniej, albo nie wyszła w ogóle...
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz