Spojrzałam na kartonik z jedzeniem. Przez chwilą zawahałam się, że zjedzone śniadanie ponownie podejdzie mi do gardła.
- Nie martw się, masz łagodny sos, może być trochę jałowe, ale nie jest zbyt wyraziste - Powiedział z uśmiechem, widząc moją minę.
- Kochany jesteś - Uśmiechnęłam się otwierając kartonik. Złapałam za pałeczki i wzięłam na nie trochę makaronu. Na szczęście zapach mnie nie odrzucił. Wzięłam do ust i przełknęłam bez większego problemu. - Dobre - Stwierdziłam, opierając się o krzesło.
- Czyli tabletki działają - Podsumował z uśmiechem.
- Na szczęście, czuję się prawie normalnie - Zaśmiałam się cicho.
- I są nasze gołąbeczki. Jak tam moja ciężarna asystentka? Dobrze, że pracujecie razem bo inaczej ja byłbym ojcem w oczach wszystkich - Zaczął się śmiać siadając za biurkiem.
- Nie przeginaj Lynn. Znalazłeś coś ciekawego? - Kevin wziął do ust swoją porcję, przy okazji próbując mojej.
- Drugie śniadanie nasze kolegi - Wzruszył ramionami - A łap młoda - Rzucił do mnie jakąś maść.
- Co to? - Zapytałam, oglądając zawartość. Była zupełnie nowa, ale nie znałam tego napisu.
- Moja żona używała tego na brzuch, gdy zaczął jej rosnąć, podobno nie ma wtedy żadnych śladów na brzuchu jak się urodzi czy coś. Nie znam się - Wzruszył ramionami.
- Dziękuje, nie często pokazujesz swoją dobroć. Mamy dzień dobroci dla zwierząt czy jak? - Zaśmiałam się cicho. W rzeczywistości bardzo się cieszyłam, że każdy nas wspiera, gdy przyniosłam zaświadczenie, każdy gratulował zarówno mi, jak i Kevinowi, wyglądali na szczerych, co wywoływało u mnie uśmiech.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz