- No tak. - zaśmiałem się lekko. - Lucy pewnie nie może się doczekać? - uniosłem jedną brew rozbawiony.
- Żebyś wiedział, męczy mnie tym, odkąd się dowiedziała, że się zaręczyliśmy. - odetchnęła ciężko. - O właśnie, pytała czy zaprosisz jej Lucusia na wieczór kawalerski. - uśmiechnęła się zaczepnie.
- Chyba się nie zgodziłaś? - spojrzałem na nią przerażony.
- Powiedziałam, że spytam ciebie. - wzruszyła lekko ramionami. - No co jest, nie lubisz go? Przecież to taki miły chłopak... - zaczęła się śmiać, a ja razem z nią.
- Nie zbyt to widzę, będzie jęczał że muzyka mu się nie podoba, bo przecież to tylko jednego słucha. Jeszcze mi się upije, będzie się rzucał do ludzi i zepsuje cały wieczór. - westchnąłem.
- Oj dobrze, nerwusku. - uśmiechnęła się i złączyła nasze usta w pocałunku. - Tylko nie upij się do nieprzytomności. - zachichotała.
- Bez obaw, bardziej martwię się o ciebie. - pokazałem jej czubek języka.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz