- To ten! To on mi dał mandat! - podniósł głos mężczyzna.
Dopiero po chwili zrozumiałem o co chodzi.
- Proszę mnie nie zwalniać, mam dwójkę dzieci i żonę na utrzymaniu. - powiedziałem z teatralnym przejęciem.
Dopiero po chwili zrozumiałem o co chodzi.
- Proszę mnie nie zwalniać, mam dwójkę dzieci i żonę na utrzymaniu. - powiedziałem z teatralnym przejęciem.
- Proszę się wziąć do pracy, nie za to panu płacę. - wskazała na sąsiednie biurko.
Powoli podszedłem do niej i opadłem przed nią na kolana.
- Pani inspektor, proszę mi tego nie robić, co ja powiem dzieciom, gdy nie będę miał im co do jedzenia dać? I tak zabiera mi pani większą część pensji... - zacząłem klęcząc przed nią, kiedy podniosła dłoń, zapewne chcąc położyć ją na moim ramieniu, wpadłem na jeszcze jeden pomysł. - Nie! Proszę mnie nie bić! Już nic nie mówię, proszę nie robić mi krzywdy, nie chcę wracać na oiom. - mówiłem histerycznie kuląc się na ziemi.
- Ta pani terroryzuje całą komendę, nawet komendant przed nią klęka i błaga o litość. - powiedział Lynn z stu procentową powagą.
Mężczyzna chyba mocno się wkręcił, patrzał na nas wszystkich z przerażeniem.
- Dobra! Ja już poproszę ten mandat! Przepraszam Pani inspektor.
- Dla ciebie najwyższa pani inspektor - powiedziałem przytłumionym głosem, dalej leżąc na ziemi.
Mężczyzna wychodził powoli, kłaniając się delikatnie Tai, kiedy wyszedł i zamknął drzwi, nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz