Czułem jak serce wali mi jak oszalałe. Nie odrywałem wzroku od drzwi, w końcu jednak rozejrzałem się. Nagle znów światło zgasło, a ja poczułem silne szarpnięcie, wyniku którym upadłem na ziemię i wystrzelilem w stronę okna przypadkowo rozbiajajac je a odłamek szkła zranił moją dłoń i skroń. Znów zrobiło sie jasno, na szczęście nikomu innemu nic sie nie stało.
- Tam pewnie jest jakieś biuro. - powiedziałem pośpiesznie. Nagle w drzwiczki od lodówek też zaczął ktoś walić, więc wręcz tam pobiegliśmy.
- Tam pewnie jest jakieś biuro. - powiedziałem pośpiesznie. Nagle w drzwiczki od lodówek też zaczął ktoś walić, więc wręcz tam pobiegliśmy.
Zamknąłem drzwi i za pomocą Lynna przesunęliśmy komodę pod drzwi.
Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu, nerwowo zaglądając w każdy kąt. Oddychałem szybko, rana na ręce potwornie mnie bolała a ze skroni delikatnym strumieniem ciekła krew.
- Kevin spokojnie. - zatrzymała mnie ujmując moją twarz w dłonie.
Nagle wszelkie dzwięki ustały, chyba będziemy mieć chwilkę spokoju.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz