Uśmiechnąłem się z ulgą głaszcząc ją po plecach. Spokojnie dopijaliśmy nasze wino, zamówiliśmy sobie do tego też desery, a do domu wróciliśmy dość późno. Tai cały czas się uśmiechała, podobnie jak ja. Cały czas miałem obawy, że jednak się nie zgodzi. Może nie tyle dlatego, że by nie chciała, ale dlatego że to za wcześnie. Choć rozważałem też tą pierwszą opcję, że nie zgodzi się, ponieważ nie chce się wiązać aż tak poważnie. Lecz z chwilą, gdy usłyszałem że się zgadza, wszystkie zmartwienia automatycznie zniknęły i zostało już tylko szczęście. Czasem wyobrażałem sobie nasz ślub, wyobrażałem go sobie na plaży. Konie, gołębie... a noc poślubna tam, gdzie tak na prawdę zaczęła się nasza głębsza relacja. Na wyspie z tym cudownym domkiem.
Wjechałem powoli do garażu, wysiadłem i otworzyłem drzwi Tai. Gdy ta wysiadła, zamknęła drzwi i zarzuciła ręce na moją szyję, złączając nasze usta w namiętnym pocałunku, który od razu odwzajemniłem. Stalibyśmy pewnie tu tak długo, a było całkiem chłodno. Tak więc przykucnąłem delikatnie i podniosłem ją, a Tai w tym czasie oplotła się nogami wokół moich bioder nie przerywając pocałunku, tak też weszliśmy do środka i usiadłem na kanapie, sadzając ją sobie okrakiem na kolanach.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz