Zastanowiłem się chwilę przegryzając dolną wargę.
- W zasadzie... powoli. - wzruszyłem ramionami. - Skończyłem studia mundurowe-kryminalistyczne, miałem iść do wojska, ale jednak poszedłem do policji. - wyjaśniłem.
- A jakie stanowisko? - wzięła łyk napoju.
- Komisarz z wydziału zabójstw. - odparłem bez żadnych emocji. - Też uczyłem się w liceum w innym mieście, nawet na innym kraju.
- Gdzie? - oblizała łyżeczkę z pudru.
- Miami.
- Ooo, a właśnie, co tam u twoich rodziców? - spytała.
No tak, jak chodziliśmy do podstawówki, moja mama opiekowała się nią i mną, a jej rodzice jej za to płacili. Wtedy jeszcze nie miała pracy. Ale po tym jak się spotykały w sklepie czy na ulicy rozmawiały. Nie chciałem się jej żalić, więc musiałem coś wymyślić.
- W zasadzie dawno ich nie widziałem. Mam nadzieję że dobrze. - odparłem głosem, pozbawionym uczuć.
Zawsze taki był, gdy ktoś poruszał "drażliwe" tematy. Co pewien czas dyskretnie zerkałem na swoje rękawy, czy aby na pewno nie odsłaniają za wiele. Nie chciałem pytań i w ogóle.
- Mieszkasz sama czy masz współlokatora lub lokatorkę? - spytałem.
- Sama, a ty?
- Ja też. - lekko skinąłem głową mieszając łyżeczką w kawie.
- Utrzymujesz kontakt z kimś z liceum, gimnazjum? - spytała.
Pokręciłem przecząco głową.
- Tylko z liceum, z Willem, tym co czasem bywam w barze. - odpowiedziałem. - A ty? - wziąłem łyka ciepłego napoju.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz