piątek, 23 lutego 2018

Od Kevina c.d Taigi



Około 9 pojechaliśmy z Maxem do miasteczka obok, aby porozmawiać z mężem kobiety. Zaparkowaliśmy przed domem, był mały ale ładny. Weszliśmy na werandę i zapukaliśmy do drzwi, trochę minęło aż w końcu ktoś nam otworzył.
-Dzień dobry, policja, musimy porozmawiać. - powiedział twardo Max wchodząc jako pierwszy do mieszkania.
Mężczyzna zaprowadził nas do salonu, zbierając butelki po alkoholu, wymieniliśmy z Maxem porozumiewawcze spojrzenia i usiedliśmy na kanapie. Facet miał czerwone, podpuchnięte oczy, rozczochrane włosy. Wyglądał, jakby nie spał kilka dni lub i tygodni. Czuć było od niego alkohol, jednak najprawdopodobniej był na etapie trzeźwienia, gdyż gadał normalnie i nie zataczał się.
Przeprowadziliśmy z nim długą rozmowę, cały czas się plątał i zaprzeczał samemu sobie.
- Bardzo mi przykro, ale wygląda na to, że musimy zabrać pana na komendę. - powiedział oficjalnie Max.
- Będę... w... areszcie tymczasowym? - najwyraźniej już w nim był, skoro wiedział jakie są procedury, chyba że sam był z jakiś oddziałów mundurowych.
grafika girl, kids, and baby- Niestety proszę pana. - odparł chłopak.
- Ale... ja mam dzieci... nie trafią do domu dziecka nie zostawię ich. - rozpłakał się.
- Zajmiemy się nimi, Kevin weźmie je do domu jak będzie trzeba. - stwierdził rozbawiony, na co spiorunowałem go wzrokiem.
- Dobra to ja... to ja pójdę po rzeczy, chodźcie, pokażę wam je. - wstał z kanapy.
Szliśmy powoli za nim na górę. Nie chciałem obcych dzieci w domu, nie wiedziałem co na to wszystko Tai. To chyba będzie dziwna sytuacja, niech lepiej on je weźmie... ale pewnie nie będzie chciał. W małym pokoiku zamknięte siedziały dzieci. Był mały chłopiec, dziewczynka i... niemowlak? Przecież mówili że mają dwójkę dzieci, a nie trójkę.
- Podobno mieli państwo dwójkę dzieci. - spojrzałem na niego uważnie.
- Moja żona... kilka dni przed śmiercią urodziła nam synka. - pociągnął nosem. - To jest Sara, Alex i Noah. Dzieci pójdziecie z panami to dobzi panowie - powiedział potykając się o zabawki. Może był naćpany?
- Czemu zamyka pan dzieci na klucz? - zauważył Max.
- Żeby nie wyszły i nie spały po schodach. - odparł robiąc mleko w butelkę.
Zaczął pakować rzeczy dzieci w plecaki. Chłopiec zabrał swojego królika pluszaka i podszedł do mnie i wyciągnął ręce w moją stronę, westchnąłem ciężko i wziąłem go na ręce. Widząc w jakim stanie jest mężczyzna i że prędzej wywali się na schodach niż zniesie dziecko, postanowiłem wziąć noworodka na ręce. Szczerze mówiąc nigdy takiego malucha nie miałem na rękach.
Wyszliśmy na zewnątrz, jednak nagle mężczyzna przypomniał sobie o wózku i pobiegł do garażu.
- Do cholery nie wyjeżdżamy na żadne pieprzone wakacje! - fuknąłem.
- Przyda ci się do spacerów. - zaśmiał się klepiąc mnie po plecach.
- Zamknij się, sam je bierzesz do siebie. - warknąłem na niego. - Sam to zaproponowałeś, masz teraz problem.
- Ja? Nieee. Będą u ciebie, przyszły tatusiu. - uśmiechał się.
W końcu udało nam się dojechać na komendę.
- Mogę wziąć do siebie Sarę jak chcesz, dogada się z moją Megan. Chyba są w tym samym wieku. - stwierdził. Trzymał dziewczynkę za rękę a w drugiej niósł ich plecaczki.
- Weźmiesz też pozostałe. - stwierdziłem.
- Nie ma mowy. - zaśmiał się.
- Mógłbyś go wziąć? Muszę iść do Tai. - mruknąłem kierując wzrok na zawiniętego w niebieski kocyk małego chłopca, którego trzymałem na rękach.
-  Zapomnij, nie dotykam dzieci póki nie zesztywnieją. Prędzej złamałbym im kark. - mruknął i poszedł odprowadzić faceta na przesłuchanie.
Westchnąłem ciężko i spojrzałem na chłopca, który stał przy mojej nodze z królikiem w rękach.
- Chcesz soczek? Chodź, kupimy soczek. - uśmiechnąłem się do niego lekko i poszedłem do bufetu. Kupiłem mu sok jabłkowy, odkręciłem butelkę i do środka włożyłem słomkę. Wziął ją nieśmiało ode mnie i napił się trochę. Wyglądało na to, że był przerażony całą sytuacją. Poszedłem z nimi do biura, nie było tam Eleny, musiała skończyć pracę, była za to Tai. Zapewne na mnie czekała.
- Ooo, twoje dzieci? - patrzała na mnie nieco zaskoczona ale i rozbawiona.
- To nie jest zabawne. - patrzałem na nią nieporadnie. - Pieprzony Max powiedział tamu facetowi, że zajmiemy się nimi dopóki nie wyjdzie z tymczasowego więzienia. Jako mąż ofiary jest pierwszym podejrzanym. - jęknąłem. Alex stał przy mnie i jedną ręką trzymał się mojej nogi, a w drugiej trzymał sok.

Tai?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz