Po dłuższym czasie wyszliśmy, odwiozłem Tai do jej domu, wniosłem zakupy do środka i wtedy się pożegnaliśmy. Tak jak planowałem, wieczorem pojechałem na siłownię. Tam robiłem to co zwykle, rozgrzewka, trochę poboksowałem itp. Wracałem na pieszo, wtedy w jednej z uliczek natknąłem się na Philipa. Facetem, związanym z moją czarną przeszłością. Jego kolega złapał mnie za ramię i przycisnął do ściany.
- Dawno cię nie widzieliśmy młody. - zaczął Phil. - Nie chciałbyś może coś kupić? - zapytał ocierając dłonie.
- Skończyłem z tym syfem. - powiedziałem pewnie.
- Och, czyżby? - zaśmiał się. - Z tym się nie da skończyć, jak zaczniesz to pozamiatane. - stwierdził, wtedy niespodziewanie jeden z jego kolegów wstrzyknął mi coś w żyłę.
- Popierdoliło was?! - prychnąłem odpychając go z całej siły.
- Uspokój się, przecież się wyluzujesz po tym. - uśmiechnął się. - Widzimy się w weekend w hangarach, dawno nie wystawialiśmy cię do żadnych bitw. - stwierdził. - Kasa na konto. - powiedział wpychając mi do torby prochy.
Chciałem wepchnąć im to do gardeł, jednak wiedziałem że nie skończyłoby się to dobrze, więc pobiegłem do domu. Nie chciałem chodzić naćpany po ulicy...
* * *
Od tego się zaczęło. Znów do tego wróciłem. Nie chciałem, ale nie umiałem przestać. Chciałem to przezwyciężyć, jednak byłem za słaby... napisałem raz do Tai, czy chce się spotkać, odpisała że nie ma czasu - rozumiałem. Po tym jednak już do niej nie pisałem, gorzej się czułem i nie wyglądałem najlepiej, a nie chciałem żeby pytała. Jeśli prawda wyszłaby na jaw, znienawidziłaby mnie. Byłem też parę razy na ustawkach, przez co chodziłem z podbitym okiem. Jeśli ktoś pytał, mówiłem że w weekend trochę za dużo wypiłem i wkurzyłem jednego gościa - chyba w to wierzyli. Któregoś dnia siedziałem w biurze, obok mnie leżały lekko porozrzucane na biurku akta, a sam bawiłem się ołówkiem, jakby leżąc na blacie. Nagle ktoś zapukał do drzwi, nie sprawiałem sobie trudności, aby się podnieść.- Kevin, ktoś do ciebie. - usłyszałem głos Matta.
- Jestem zajęty. - mruknąłem.
Ostatnio taki się stałem. Po tych pieprzonych prochach. Nie było we mnie tyle entuzjazmu, zapału, uśmiechu ani poczucia humoru.
- Myślę że dla niej jednak znajdziesz. - zaśmiał się lekko i wyszedł.
Podniosłem głowę i zobaczyłem Taigę, od razu delikatnie oprzytomniałem.
- Cześć, no tak... testy. - podrapałem się po karku wstając.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz