- Pseprasam - Mała dziewczynka pociągnęła mnie za koszulkę. Spojrzałam na nią z uśmiechem, co chyba dodało jej otuchy.- Ja nie chce pseskadzać, ale Pani ma pokolorowana rączkę - Wskazała na moją rękę, gdzie był tatuaż. W sumie jeszcze nie widziałam tak grzecznego i cichego dziecka.
- Ach to - Podwinęłam lekko rękach, żeby mogła zobaczyć całość - Widzisz taki miły Pan mnie pokolorował, ale dlatego że sama chciałam - Wytłumaczyłam z uśmiechem.
- A dlacego? - Przechyliła głowę na bok, dotykając mojej ręki, jakby chciała to zmyć.
- Podobało mi się - Zaśmiałam się, jednak u niej wciąż był ten sam wyraz twarzy.
- Mój tatus mówi, że takie kolorowe ręce, mają Ci co nie wiezą z nasego Pana, a Pani wiezy? - Uniosła na mnie brązowe oczy, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chodzi jej o Boga? Czy może coś zupełnie wymyślonego. Spojrzałam na chłopaków, którzy czekali wyczekująco na odpowiedź.
- A o jakim Panu mówisz? - Ponownie miło się uśmiechnęłam.
- Nie mogę mówic - Uciekła ode mnie, co było... Dziwne. Max odwiózł dzieci do swojej żony, a ja siedziałam z Kevinem w biurze Lynna. Nie miałam nawet ochoty iść do jego, gdzie była ta jędza. Mimo to, nie chciałam dokładać Kevinowi jeszcze więcej na głowę.
- Martwię się o nich, możliwe, że zrobili im takie pranie mózgu, że bez psychologa się nie obejdzie - Westchnął.
- Może warto ich zapisać? Wiesz, taka osoba wie jak z nimi rozmawiać na takie wrażliwe tematy - Zaproponowałam.
- Chciałbym, ale nie możemy tego zrobić. Ich ojciec musiałby wyrazić zgodę, albo sąd - Usiadł na krześle, na którym zazwyczaj siedziałam, ja natomiast usiadłam na jego kolanach.
- Mam nadzieje, że coś na nich znajdziemy w tym domu - Wyszeptałam. - Strasznie mi ich szkoda.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz