Całe wesele przebiegało bardzo miło, zwłaszcza, że nie trzeba było siedzieć cały czas w środku, tylko można było wyjść się przewietrzyć na plaże. Po kolejnej zabawie, właśnie takiego oddechu potrzebowałam. Jako, że nie mogłam znaleźć Kevina, wyszłam sama, siadając na małej drewnianej ławce.
- Nie dają Ci żyć co? - Obok mnie usiadł ojciec Kevina - Rozmawiałem z Twoimi rodzicami, bardzo się cieszą, waszym szczęściem - Powiedział z uśmiechem odpalając cygaro. Uśmiechnęłam się jedynie na te słowa, nie wiedząc jak je skomentować - Nadal macie ciężkie relacje?
- Cały czas - Westchnęłam.
- Nie martw się tym teraz. Kiedyś zrozumieją uwierz. Cieszę się, że jesteś w naszej rodzinie - Położył dłoń na moim ramieniu.
- Również się cieszę - Spojrzałam na spokojne morze. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym znalazł nas Kevin.
- Tutaj jesteś - Uśmiechnął się całując mnie. - Szukałem Cię.
- Musiałam się przewietrzyć - Wyjaśniłam
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz