- Nie martw się... takim ludziom może pomóc tylko i włącznie terapia. - westchnąłem.
- Nawet nie próbuję proponować, sami kazaliby mi iść się leczyć. - pokręciła lekko głową.
- Rozumiem że jest ci przykro, że nie dzwonią... ale chyba nie warto o tym myśleć i się smucić. - złapałem ją lekko za nos.
- Pewnie masz rację. - lekko skinęła głową.
Posmarowałem swojego tosta ketchupem i wziąłem gryza, był bardzo smaczny.
- Może gdy zjemy pójdziemy się przejść? W końcu musimy zobaczyć jeszcze kilka rzeczy. - zaproponowałem z uśmiechem.
- Czemu nie. - odwzajemniła gest.
Zjedliśmy ze smakiem i wypiliśmy kawę, później ułożyłem naczynia w zmywarce i wyszliśmy z domu. Szliśmy polną drogą, jak wczoraj musieliśmy przejść koło mojego domu. Wszystko byłoby okej, gdybym nie zauważył kogoś w oknie.
- Widziałaś? - zmarszczyłem brwi. - Sprawdzę... - wszedłem na teren domu i razem z Tai weszliśmy do środka, poszliśmy do kuchni.
Zamurowało mnie. Mama i tata stali w kuchni, patrzeli na nas z szczęściem ale i niepokojem zarazem i strachem. Nie, to nie możliwe. Przecież był pogrzeb! Przecież ich nie było tyle lat!
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz