poniedziałek, 19 lutego 2018

Od Kevina c.d Taigi

Tego wyjątkowego dnia, muszę przyznać, że się stresowałem, jednak równocześnie bardzo cieszyłem. Na szczęście nie maiłem żadnych niespodzianek i miałem nadzieję że Tai też nie, od rana jej nie widziałem. Ta głupia zasada, że nie powinno się widzieć żony przed ślubem. Byłem też pierwszy na sali, wszystko było już gotowe, wyglądało cudownie, tak samo jak na zewnątrz. Przybył już też ksiądz, który miał udzielić nam ślubu. Goście też już byli. Miałem na sobie garnitur, który wybrałem razem z tatą.

Wszyscy siedzieli na miejscach przed pseudo ołtarzem na plaży. Droga do niego jak i on była wyłożona ładnymi deskami, aby Tai obcasami nie zapadała się w piasku. Stałem już przy ołtarzu, obok mnie stali moi świadkowie. Był to Matt, Chris i Max bo to z nimi miałem najlepszy kontakt. W końcu rozbrzmiała muzyka a ja poczułem, jak zaczyna skręcać mnie w żołądku, dopiero teraz. Zobaczyłem dziewczynę w pięknej białej sukience, do ołtarza prowadził ją ojciec. Trzymała w ręku bukiet i uśmiechała się, jednak widziałem, ze też jest zestresowana. Wyglądała prze pięknie. W końcu jej tata mi ją "oddał", złapałem ją za dłoń i lekko pogładziłem jej skórę kciukiem.
- Pięknie wyglądasz. - wyszeptałem z uśmiechem, nim ksiądz zaczął mówić.
Zaczęła się cała ceremonia, przez ten czas siedzieliśmy przed księdzem, a kiedy przyszedł czas na najważniejszą rzecz, wstaliśmy i stanęliśmy na przeciwko siebie. Powtarzałem słowa za księdzem, trzymając dłoń Tai i obrączkę.
- ... dopóki śmierć nas nie rozłączy. - zakończyłem z uśmiechem i nasunąłem na jej palec obrączkę, starałem się, aby dłonie mi się nie trzęsły.




Tai?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz