- Jeden przypadek na tysiąc. - westchnąłem lekko.
- E tam. Mamy coś słodkiego? - spytała.
- Jakieś batoniki z suszonymi owocami. - odpowiedziałem.
- Mmm, przyniesiesz mi? - uśmiechnęła się.
Lekko skinąłem głową i podniosłem się idąc do kuchni. Wyjąłem z kuchni dwa batoniki i wróciłem do Tai, wyciągnęła po niego dłoń, jednak schowałem go za plecy.
- Za buziaka. - uśmiechnąłem się.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz